Logo TIMM MAGAZYN

Blog

PROJEKTANTKA… AUTOKRATKA

Kobieta Inspiracja, która nie zważając na przeciwności losu, nie poddała się, zaryzykowała i zagrała „do trzech razy sztuka”. Nie bez powodu użyłam słowa „sztuka”, bo to, co tworzy, jest piękne, dopracowane i niepowtarzalne. Cieszę się, że na łamach Magazynu TIMM mogę przedstawić Wam kolejną osobowość z naszego świata kobiet, która ma coś do powiedzenia i warto tego posłuchać.

Olga Idzik… piękna, mądra i utalentowana polska projektantka. Studiowała projektowanie ubioru w Krakowskiej Szkole Artystycznej i ukończyła ją ze specjalizacją: projektowanie i konstrukcja obuwia. Właścicielka marki odzieżowej COCHO.

Zapraszam na wywiad, który - mam nadzieję - będzie dla niejednej z Was dużą inspiracją do realizacji swoich marzeń, pomimo trudności jakie szykuje dla nas życie.

Z.M.: Jesteś kobietą sukcesu. Czy od zawsze wiedziałaś, że będziesz miała swoją firmę?

O.I.: Tak, wiedziałam od początku, że chcę mieć swoją firmę, ale po ukończeniu szkoły szukałam pracy w jakiejś rodzimej firmie, gdzie mogłabym nauczyć się rzemiosła. Zaraz po dyplomie dostałam pracę w Zgierzu, w firmie, która zajmowała się produkcją odzieży z jeansu. Przepracowałam tam trzy lata i tyle mi wystarczyło.

Z.M.: Czy dużo z takiej nauki przeniosłaś do swojej firmy?

O.I.: Moja firma wygląda bardzo podobnie - jest centralne zarządzanie, czyli jedna szefowa, pracownicy wokół i kontrahenci.

Z.M.: Nie jest chyba łatwo młodej dziewczynie rozpocząć działalność po trzech latach pracy?

O.I.: Dopadła mnie próżność i wydawało mi się, że już wszystko wiem, mogę wystartować sama w tej branży i to jest ten czas. Starałam się o dotację, wystartowałam w konkursie na najlepszy biznesplan i wygrałam, dostając jako pierwsza z trójki wygranych pieniądze. Najlepszy był jednak komentarz do mojego planu, który dobrze pamiętam: „bardzo dobry pomysł, bardzo dobry biznesplan, ale wyjątkowo mocno przeszacowany”. Moje założenie szybkiego zwrotu z inwestycji było trochę na wyrost.

Z.M.: Jesteś prawie od 10 lat w branży. Nigdy nie miałaś swojego butiku, teraz sprzedajesz ubrania poprzez stronę internetową oraz współpracując z małymi butikami, które spełniają Twoje warunki. Jak to wyglądało na początku?

O.I.: Prowadziłam sprzedaż online, jeździłam na targi odzieżowe po całej Polsce.

Z.M.: Jak życie zweryfikowało Twój biznesplan, kto miał rację? Ty czy komisja?

O.I.: Niestety, stało się tak, że pierwszy raz zbankrutowałam po półtora roku. Wydawało mi się, że pozjadałam wszystkie rozumy, kompletnie źle inwestowałam pieniądze. Okazało się, że nie mam o tym pojęcia.

Z.M.: Bankructwo niejednemu człowiekowi podcięłoby skrzydła do dalszego działania. Jak sobie poradziłaś?

O.I.: Zderzyłam się z rzeczywistością. Stwierdziłam, że ten mój pomysł jest dobry, dużo pracy w niego włożyłam i zaczęłam raz jeszcze. Wzięłam kredyt na 70.000 zł i to było kolejne półtora roku, po którym zbankrutowałam drugi raz. Sytuacja się powtórzyła, tylko różnica polegała na tym, że nie zaczynałam już od zera, tylko od stanu konta -70 tys. zł.

Z.M.: Załamałaś się, że pomimo tak ciężkiej pracy znowu Ci nie wyszło? Miałaś jakieś refleksje?

O.I.: Pamiętam, że usiadłam sobie wtedy i nie mogłam uwierzyć, że znowu się tak dzieje. Jak to w ogóle możliwe, że mi się nie udało?! Przecież dużo pracuję i nie zarabiam pieniędzy, a nie chcę się pożegnać z moją firmą. Zostało mi ostatnie 4.500 zł i podjęłam decyzję, że to ostatni raz, kiedy inwestuję. Zadzwoniłam do wszystkich możliwych firm, prosząc, żeby weszli ze mną we współpracę i dali mi kredyt kupiecki na tkaniny, szycie i dodatki. Udało się, zrobiłam zupełnie inną kolekcję niż dotychczas.

Z.M.: Co musiałaś zmienić w swoim podejściu do projektowania, żeby tym razem wyszło dobrze?

O.I.: Przestawiłam się z projektowania artystycznego na rzeczywistość, w której nie jestem już artystką, choć bardzo chciałabym dalej nią być. Stałam się przedsiębiorcą. I to jest bardzo trudne, ponieważ lubię w sobie ten artyzm, ten moment tworzenia. Zapominam wtedy o wszystkim, o tym, że się z kimś umówiłam, nie pamiętam, jaki jest dzień. Choć zdarza się to rzadko przy prowadzeniu firmy.

Z.M.: Po tylu latach, jak uważasz, czy każdy nadaje się do prowadzenia takiego biznesu?

O.I.: Nie każdy ma predyspozycje osobowościowe, aby zostać właścicielem firmy, przedsiębiorcą. Trzeba mieć odpowiedni charakter, determinację, nie każdemu się to udaje. Są tacy, którzy zawsze będą zarabiać sami na siebie, a są tacy, którzy muszą pracować dla kogoś.

Z.M.: Jakie cechy pomagają Tobie przy prowadzeniu firmy?

O.I.: Jestem osobą, która w ogóle nie może pracować z nikim w spółce, nie mogę być zależna od kogoś i czyichś decyzji. Jestem straszną autokratką. Nie mam decyzyjnych dylematów. Świadomość własnych cech charakteru bardzo mi pomaga zarówno w pracy, jak i w życiu.

Z.M.: Masz plany na przyszłość? Wiesz, gdzie chcesz być za parę lat?

O.I.: Bardzo mocno wiem, czego chcę. Wiem, jak moje życie ma wyglądać za 10 lat. To, co robię teraz, jest dla mnie proste, ale żeby dojść do tego momentu musiałam zbankrutować dwa razy, stracić mnóstwo pieniędzy.

Z.M.: Czy pieniądze w Twoim życiu odgrywają ważną rolę, biorąc pod uwagę, jak wiele już straciłaś?

O.I.: Po tym wszystkim przyszedł czas, że zarobiłam bardzo duże pieniądze i już chyba nigdy nie będę miała takich, jak wtedy. Ale to jest fajne i to jest domena branży odzieżowej, bo w trzy miesiące do sześciu możesz być milionerką, a później możesz stracić 3 miliony złotych. Od zera do milionera.

Z.M.: Zapotrzebowanie na dany produkt może zrobić ze mnie milionerkę w branży odzieżowej?

O.I.: Tak, popyt na określony produkt ma największy wpływ na to, ile zarabiasz. Jeżeli jest się mądrzejszym, to taki popyt można samemu stworzyć, wygenerować, zaprojektować - co jest wielką sztuką. Tak samo jak sprzedanie czegoś, czego nie masz - sytuacja idealna, niejednokrotnie to stosuję. Ale takie złote strzały nie zdarzają się zbyt często.

Z.M.: Zapraszasz do swoich projektów kobiety znane w mediach. Wspieracie się nawzajem?

O.I.: Tak, to jest dla mnie ważne, aby wspierać się nawzajem. Pomysł ten przyszedł do mnie, słuchając potrzeb rynku. Inspirują mnie przede wszystkim kobiety, które same sobą coś stanowią, dlatego jeśli z kimś współpracuję, to tylko z kobietami. Dla mnie kobiecy biznes jest TOP OF THE TOP.

Z.M.: Kiedyś nie firmowałaś COCHO swoją osobą, nie nosiłaś swoich ubrań, dlaczego?

O.I.: To był dla mnie proces. Wydawało mi się, że jak będę stała z tyłu za kurtyną, będzie to dla mnie lepsze. Nie chciałam dzielić się swoim życiem, nie chciałam się z tym utożsamiać, nie chodziłam w swoich ubraniach. W zasadzie był to główny powód, dlaczego zbankrutowałam - nie byłam w tym prawdziwa. I dopiero przy trzeciej próbie tworzenia mojej firmy, kolekcja za te najmniejsze pieniądze była tą pierwszą, którą w całości chciałam założyć. To jest taki drogowskaz, wskazówka w dzisiejszych czasach, gdzie wszystko jest na pokaz, zaprojektowane tylko pod sprzedaż. Moim zdaniem, bez względu na wszystko prawda zawsze się obroni, prawda jest sexi.

Z.M.: Oprócz projektowania ubrań, prowadzenia firmy, piszesz także bajki dla dzieci. Jak znajdujesz na to czas?

O.I.: W wolnych chwilach piszę sobie bajki do szuflady. Są to bajki dla małych dzieci, do piątego roku życia. Widzę w wyobraźni, jak ma wyglądać taka bajka, jakie będzie miała ilustracje - wizualizuję ją sobie i to się spełnia. Taka miła emerytura.

Rozmawiała: Zofia Muller

Moje Drogie Czytelniczki, dziękuję, że ze mną jesteście, czytacie moje artykuły i wywiady. Dostaję do Was dużo miłych wiadomości. Pamiętajcie - wierzcie w siebie, swoje umiejętności, spełniajcie marzenia i dążcie do realizacji celów.

________________________________

O Autorce:

Zofia Muller
Dziennikarka, stylista, wizażystka, doradca wizerunkowy. Na co dzień łączy swój zawód i pasje z pracą managera w jednej z jeleniogórskich firm. Spotkania i warsztaty z kobietami to nieocenione źródło jej radości.

19 marca 2020 | Zofia Muller | Powrót do spisu wiadomości