Logo TIMM MAGAZYN

Blog

Czapkins

Wraz z Michałem Piwowarskim pewnej słonecznej i nieco mroźnej niedzieli mieliśmy przyjemność spotkać się z Anną Solską-Mackiewicz, żoną Tomka Mackiewicza. Rozmawialiśmy o książkach: „Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza” oraz wydanej niedawno „Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat” Elisabeth Revol, w której ze szczegółami opisuje ona między innymi piękną i tragiczną wyprawę sprzed dwóch lat na Nanga Parbat.

Tomasz Mackiewicz był wielkim człowiekiem, który przez całe życie walczył nie tylko z przeciwnościami losu, ale także z samym sobą. Uzależnienie od heroiny doprowadziło go do Indii, gdzie przeszedł przemianę duchową oraz zainteresował się wspinaczką, która połączona z podróżowaniem była jego lekarstwem i odpowiedzią na wiele życiowych problemów i dylematów.
Tomek zostanie na pewno zapamiętany z wielu przygód, o których możemy przeczytać w książce „Czapkins” - samotne wejście na Chan Tengri, niesamowita wyprawa na Mount Logan z Markiem Klonowskim czy niemal mityczne już rozmowy z wróżką Feri na Nanga Parbat, a także ostateczne zdobycie tak upragnionej góry, gdzie pozostał już na zawsze.

Jordan – Adam Bielecki podczas naszego ostatniego spotkania mówił, że dużo się tutaj wspina, wielu jego kolegów zaczynało w Rudawach Janowickich, bywałaś tutaj z Tomkiem, bo wiem, że masz rodzinę w naszym regionie?

Ania - Bardzo lubię ten rejon, Jelenią Górę i jej okolice, naszą ulubioną Jagodną (schronisko PTTK Jagodna w Spalonej, obok Bystrzycy Kłodzkiej, http://www.jagodna.com/kontakt). Tomka historia jest nietypowa. Skałkowo i na sztucznych ściankach zaczął się wspinać dopiero w Irlandii, tam odkrył, że to uwielbia, miał wtedy dwadzieścia kilka lat, więc nie była to pasja dzieciaka, z którą wzrastał. W Górach Świętokrzyskich natomiast dużo łaził po jaskiniach, schodził Tatry, jednak to nie miało nigdy takiej formy ukierunkowanej pasji, typu - jadę w góry się wspinać. On był bardziej włóczęgą, wędrowcem, poszukiwaczem przygód i intensywnego doświadczenia, radości eksplorowania. W jakimś momencie swojego życia dokonał odkrycia właśnie, że bardzo dobrze się wspina, potrafi to robić, umie i lubi, to był taki samorodny talent, niestety późno odnaleziony, moim zdaniem, przynajmniej jeżeli chodzi o wspinaczkę wysokogórską.


Jordan – Słyszałem, że w majsterkowaniu też był mistrzem-samoukiem, te wszystkie przygody w Irlandii to naprawdę rewelacyjna opowieść!

Ania – Tomek na pewno miał wiele talentów, najróżniejszych, był człowiekiem ogromnie twórczym, wszechstronnym, pełnym pasji. Tych talentów było dużo, to była między innymi wspinaczka, która wymagała umiejętności technicznych i umysłu, a do tego predyspozycji fizycznych. Tomek był bardzo silny, zdawałoby się, że niezniszczalny, odporny, wytrwały. Jeżeli chodzi o rzemiosło, to Tomek marzył, żeby rzeźbić w metalu, takie kowalstwo artystyczne, był tym naprawdę zafascynowany. Jeśli chodzi o samochody, to trudno powiedzieć, że był tylko mechanikiem, potrafił przy nich zrobić wszystko, włącznie z blacharką. Najbardziej lubił stare samochody, uwielbiał je. On był artystą we wszystkim, czego się podejmował.

Michał – W książce jest historia o tym, że rozłożył samochód na części pierwsze, wykręcił każdą śrubkę.

Ania - Tak, to jest piękna historia. Chodzi o prawie stuletniego Talbota, zabytek, własność właścicieli ogromnej firmy irlandzkiej, w której Tomek pracował.

Michał - Jakie pasje pochłaniały Tomka, poza górami i mechaniką?

Ania - Na pewno był niespełnionym muzykiem. Dużo śpiewał – zwłaszcza w jamach śnieżnych, miał poczucie humoru i niezwykłą łatwość wcielania się w różne role, co udowadniał poprzez filmiki wrzucane w Internet. Myślę, że byłby znakomitym aktorem. Kiedyś miał prelekcję w Teatrze Starym w Krakowie. Pamiętam, jak mi opowiadał, że zawsze marzył, żeby wystąpić na scenie i to marzenie spełnia się w trochę inny sposób, niż myślał. Żeglował. Sam się nauczył żeglować. Kochał to. Patent żeglarski zrobił dla świętego spokoju, żeby się go nie czepiali na Mazurach, że pływa bez uprawnień. On wszystkiego się uczył sam. Remonty, budowa, elektryka, hydraulika. Nie był inżynierem, a w sprawie stawiania masztów pod elektrownie wiatrowe, mostów przyjeżdżali radzić się do niego geodeci i konstruktorzy. Był bardzo zdolnym człowiekiem z niezwykłą intuicją i wyobraźnią. Z drugiej strony bardzo nie lubił ograniczeń, papierów, patentów, że a wszystko trzeba mieć „dowód”. Uprawnienia. Także do tego, żeby żeglować czy uprawiać jakąś pasję.

Michał – Myślisz, że to jest też związane z jego przeszłością? Jak się do czegoś zabierał, to całym sobą, z całą intensywnością? Była to jego odskocznia od problemów?

Ania – Tak, to jest jedno, ale zauważcie też, że jak wpadł w heroinę, to nie był według mnie takim heroinistą zdegenerowanym, zatwardziałym, którego zniszczenie posuwa się tak latami, coraz bardziej się wpada w nihilizm moralny, wszystko mi jedno, człowiek się stacza, wszystko przestaje mieć wartość, miłość, rodzina. U niego to poszło w takim tempie, że się bardzo szybko zorientował, jakie to jest dno w sensie moralnym, otrząsnął, ale jednocześnie wpadł w heroinę z całym impetem. Jak się poznaliśmy, on zaczął nawet za mną jeździć, bo ja wtedy dużo podróżowałam. Pamiętam to, były wakacje i dla mnie było niesamowite, że on we wszystko, co go fascynuje i pociąga, wchodzi jak w ogień, mimo że może spłonąć, nie potrafi się powstrzymać. Intensywność doświadczania była we wszystkich jego działaniach, on po prostu musiał mieć coś, w co się całkowicie angażował, czy to było grzebanie przy samochodach, czy plan wejścia na szczyt Nanga Parbat, bardzo trudnego ośmiotysięcznika i to zimą. Jego tata opowiadał, że Tomek w dzieciństwie był chłopcem ogromnie ciekawskim, grzebał w mechanicznych zabawkach, zegarkach, rozkręcał na części jakiś czołg radziecki, taki zabawkowy, niekoniecznie potem to składał, wszystko go tak strasznie interesowało, także konstrukcyjnie. Potrzebował zrozumieć, jak coś działa. Chciał poznawać wszystko emocjami, nie tylko głową. Myślę, że nie przesadzę w stwierdzeniu, że był genialnym dzieckiem i absolutnie niezwykłym człowiekiem.

Michał – Widać, że ta pasja w nim rosła, najpierw był Mount Logan, później wejście solo na Chan Tengri, następnie Nanga Parbat. Był taki moment, że miał chwilę zawahania? Bo przecież za jego życia zginęło parę osób.

Ania - Tak, Olek Ostrowski, Piotrek Morawski, Tomek bardzo to przeżył. Obie te śmierci, a także Broad Peak, tragedię i pozostanie tam Tomka Kowalskiego (który zresztą miał tego roku jechać z nim i Markiem Klonowskim na Nanga Parbat), Maćka Berbeki. Później Artura Hajzera. Joela Wiśniewskiego, także na Nanga Parbat… Tomek był jednak zawsze przekonany, że w górach nic mu się nie stanie, bo właśnie tam osiąga taki poziom świadomości, zawierzenia intuicji, że ona go ochroni i rzeczywiście tak było, nigdy go nie zawiodła. Szczelina i jego pozostanie na Nandze… to są inne opowieści.

Jordan – A jak to było z wróżką Fairy, z którą Tomek rozmawiał na Nandze?

Ania - On z nią rozmawiał, miał kontakt i ona wcale nie była jednoznacznie dobra, jak się okazało, zabrała go. Była i wspierająca i przerażająca…

Jordan - Tylko raz zawiodła - na końcu...

Ania - Nie tyle, że zawiodła, ona wykonała swój plan, ona sobie go zostawiła, dla siebie. Tak go przyciągała i przyciągała, bo być może pokochała go tak bardzo, jak ja i postanowiła, że z nią zostanie na zawsze. Natomiast takim ostrzeżeniem była ta historia, jak wpadł do szczeliny. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło przecież, nigdy podczas wspinaczek nie zdarzyła się sytuacja, żeby popełnił błąd, nawet żeby poleciał z liną. Marek Klonowski owszem, poleciał dwa razy, ale Tomek go wyhamował. Dużo razy wracała do niego historia ze szczeliną, analizował ją, próbował się uporać z traumą.


Jordan - Czy jak Simone Moro zdobył Nanga Parbat zimą, to Tomek zmienił swoje podejście do góry?

Ania – Po pierwsze, to Ali Sadpara był prawdopodobnie pierwszy na szczycie. A oprócz Alego, Alex Tixon. Nie tylko Simone Moro, a o nim jest najgłośniej… Pakistańczycy zakwestionowali to wejście jako pierwsi, to nie był Tomek, tam się wiele rzeczy nie zgadzało. Jeśli chodzi o Tomka, to była cały czas jego idea, jego projekt, chciał pokazać, że można to zrobić w innym stylu niż Simone Moro, który wszedł po cudzych poręczówkach, czyniąc z wybitnego portera wysokościowego, Aliego, pełnoprawnego członka ekspedycji, dla odwrócenia uwagi od sposobu, w jaki wchodzi się w dzisiejszych czasach na najwyższe góry świata. To straszne, jaki się robi z tego przemysł, Tomka strasznie to odrzucało, ta wielka medialność, komercja i najmowanie do pracy porterów.

Jordan - Czym dla Tomka była Nanga? A czym jest dla Ciebie obecnie? Lubiłaś w ogóle, jak się tam wspinał?

Ania - Ja ją uznawałam jako część Tomka, że to jego góra, jego miejsce, ja nie mogę ani z tym dyskutować, ani być zazdrosna, zaborcza, po prostu ta góra to był Tomek. Oczywiście, bywałam zła, rozżalona, zrozpaczona. Dużo się spieraliśmy, ustalaliśmy granice, próbowaliśmy się nawzajem zrozumieć, akceptowaliśmy się i to chyba jest klucz do naszej relacji. Tomek czasem bywał porywczy i strasznie emocjonalny, potem się przyzwyczaiłam, ale bałam się tej jego wybuchowości. Można powiedzieć, że jeżeli chodzi o Nangę, to wiedziałam, że to część jego, ale ta, której się bałam, bo bałam się, że może go skrzywdzić. A teraz to jest po prostu jego grób, jest największym jego symbolem, chciałabym tam pojechać, żeby zrozumieć albo nawiązać z nią jakiś kontakt.


Jordan - W książce „Czapkins” jest prolog, w którym idziesz na spotkanie z Elizabeth Revol. Powiedz, czy przed całą tą sytuacją z wypadkiem na Nanga Parbat miałyście przyjemność się poznać, czy wydarzyło się to dopiero po?

Ania - Słyszałyśmy się, pisałyśmy do siebie w różnych sprawach, ona raz była w Warszawie, ale mnie akurat wtedy nie było. Rozmawiałyśmy przez Internet. Znałyśmy się na jakimś tam poziomie, ale osobiście nie. Nasze spotkanie miało miejsce dopiero po śmierci Tomka.

Jordan – Parę dni temu pisałem do Ciebie, że skończyłem czytać książkę Elizabeth Revol „Przeżyć”, naprawdę bałem się zacząć ją czytać. Cała historia jest przerażająca, smutna, ale także w niektórych fragmentach mocno budująca. Elizabeth Revol to prawdziwa heroska. Było mi przykro z powodu emocji, jakie przeżywała na górze, po tym, jak zaczęła schodzić w dół, zostawiając Tomka w jamie śnieżnej. Targały nią straszne emocje.

Michał - Dramat, jaki rozegrał się na Nanga Parbat, przypomina mi historię zdobycia północnej ściany Siula Grande w Andach Peruwiańskich. Podobnie jak w przypadku Tomka i Elisabeth, tam też jeden z partnerów, po heroicznej próbie sprowadzenia kolegi do obozu, wrócił sam, myśląc, że jego partner nie przeżył. Po kilku dniach okazało się, że przeżył. Środowisko nie zostawiło na nim suchej nitki. Podobnie było i w tym przypadku. Revol spotkała się z olbrzymią krytyką.

Ania - Uważam, że nikt nie ma prawa oceniać zachowania uczestników żadnej wyprawy górskiej w sytuacji, gdy dochodzi do wypadku, tragedii, choroby. Wiem, że Elisabeth zrobiła wszystko, co było możliwe, by Tomka uratować. To są tak ekstremalne sytuacje i tak skrajnie trudne przeżycia, że zrozumienie tego przez przeciętnego człowieka jest niemożliwe. Skandaliczne jest też podważanie podejmowanych decyzji czy wręcz dokonań. Minęły już dwa lata, więc już nauczyłam się nie zwracać uwagi na tego typu wypowiedzi. Choć nadal się zdarzają. Ostatnio słyszałam stwierdzenie, że Tomek i Eli nie stanęli na szczycie. Lepiej czasami zamilknąć, zwłaszcza jak się tam wtedy nie było.

Jordan - Jedno z pierwszych pytań, jakie Adam Bielecki zadał Eli na Nanga, to czy ma trackera, zdjęcie ze szczytu. Eli powiedziała, że nie ma. Adam odpowiedział - „to będzie problem”.

Ania - Adam zna świat, szczególnie ten, w którym sam funkcjonuje. Po co Eli miałaby skłamać, że zdobyli szczyt? Eli brała kiedyś udział w komercyjnej wyprawie na Makalu, podczas której ona i reszta zespołu zdobyli jeden z niższych wierzchołków, ale nie właściwy szczyt, ze względu na pogodę. Część zespołu chciała uznać to za właściwie wejście, ale Eli jako prawdopodobnie jedyna stanowczo zaprzeczyła, że byli na szczycie. To zdarzenie jest niejako argumentem, potwierdzeniem, że można jej wierzyć. Zresztą, po co miałaby udawać, że był szczyt… jest prawdomówna, wiedziała także, jak ważna dla Tomka była prawda. Zawsze. Dowiedziałam się o tym, że stanęli na szczycie na długo wcześniej niż media. Nie mam żadnych wątpliwości. Pamiętam to uczucie, coś niesamowitego. Wiedziałam, że jest bardzo źle, jednak była to w pewnym sensie ulga, nie umiem tego nazwać, że historia w jakiś sposób się dopełniła. Dla mnie dowodem zdobycia szczytu, jakkolwiek to przerażająco zabrzmi, jest śmierć Tomka. Wykorzystał swoje wszystkie zasoby podczas podejścia na szczyt, podczas ostatnich 90 metrów. Jego oddanie i poświęcenie. Elizabeth jest szybsza, zawsze poruszała się szybciej, bo szybciej marznie. Tomek z poczuciem odpowiedzialności za partnera oraz z uporem i z gorącym pragnieniem dopełnienia jego planu, marzenia, szedł, zakładając, że wystarczy mu sił. Przekroczył jednak pewną granicę i nie było już odwrotu. Elizabeth czekała na szczycie na Tomka, chciała dopiero wtedy zrobić zdjęcie, jednak jak Tomek po wejściu na szczyt zakomunikował, że nic nie widzi, Elizabeth wpadła w panikę i szybko zaczął się odwrót. Cieszę się, że ta książka powstała, ponieważ po całej akcji na Nanga Parbat Elizabeth dotknął straszny hejt. Dzięki jej książce ludzie mogą zobaczyć cały obraz tragicznej sytuacji, w jakiej oboje się znaleźli. Zrozumieć, co tam się stało. Wiele osób wyobrażało sobie, być może, że Eli zostawiła Tomka, to jednak nieprawda. Ona z całych sił walczyła o życie Tomka, ale potem także o swoje. Elizabeth miała później syndrom ocalonego, czuła się winna śmierci Tomka, mimo tego, że chciała z nim zostać do końca. Nawet jak zaczęła schodzić, wierzyła, że robi to dla niego, że w ten sposób daje mu szansę na ratunek. Jakby z nim pozostała, to już by do nas nie wróciła. Zginęłaby razem z nim. Nie odczuwam do niej żadnego żalu z powodu tego, że zostawiła Tomka samego.
Minęły dwa lata, przeszłam długą drogę. Ciągle jednak zdarza się, że gdy słyszę, że „nie byli na szczycie” ogarnia mnie bezsilna złość i żal.

Jordan - Zauważyłaś, że postrzeganie gór przez Elizabeth zmieniło się po tych wszystkich wydarzeniach? Jest duża różnica między pierwszą częścią książki, a jej drugą częścią. Zaszła w niej kolosalna zmiana.

Ania - Tak, to prawda, teraz cieszy się górami, nie ma już takiej presji na zdobywanie szczytów. Elizabeth odzyskuje powoli swoje życie, samą siebie i podejście do świata. Przestała myśleć o górach wyłącznie w aspekcie sportowym czy też wyczynu, przejęła od Tomka filozofię wspinania, obcowania z naturą.

Jordan - Jaki jest Twój następny krok? Podążyć szlakiem Tomka?

Ania - Nie zacznę się na pewno wspinać, chcę podróżować tak, jak on podróżował. Lubię to robić. Chcę zabrać ze sobą dzieciaki i pokazać im Nepal, chciałabym doświadczyć trekingu, ale takiego lekkiego, bez wymagającej wspinaczki, bo przecież nie jestem sportowcem. Może się jednak zdarzyć, że zapragnę zdobyć jakiś szczyt, tego jeszcze nie wiem. Chcę odczuwać naturę, Himalaje, tak jak on je czuł, jak je kochał.

Jordan - Nie będziesz budowała śnieżnych jam i w nich spała? Tomek to przecież uwielbiał.

Ania - Może zrobię sobie igloo, żeby zobaczyć, jak to jest.


Jordan - Słyszeliśmy, że masz jakieś plany z Elizabeth Revol w związku z Doliną Diamir?

Ania – Wiedziałam o tym marzeniu Tomka od bardzo dawna. Obie z Elisabeth je znałyśmy. Tomek widział, w jak trudnych warunkach żyją tam ludzie.

Michał – Tomek jak schodził z góry, to ponoć buty tam nawet zostawiał.

Ania – Tomek tam zostawiał wszystko, co tylko mógł. Największym problemem jest woda, po którą trzeba iść w jedną stronę trzy godziny i tyle samo, albo i dłużej z powrotem. Kobiety noszą wodę, aby można było w ogóle żyć. To jest taki ważny dla mnie feministyczny wątek, aby ulżyć kobietom, bo mężczyźni wypasają tam owce, a na kobiety spada ta najcięższa praca, związana z domem i dziećmi. Tomek marzył o tym wodociągu i zaczęliśmy o tym rozmawiać rok temu z ludźmi z Diamiru, z którymi ja cały czas mam kontakt. Kontaktowałam się także z Polską Akcją Humanitarną, ale oni nie działają w Pakistanie. Elizabeth skontaktowała się z organizacją francuską, która działa w Nepalu i już zaangażowała się w ten projekt. Jesteśmy na etapie ustalania budżetu i wykonawcy. Ja i Elisabeth jesteśmy patronkami, matkami chrzestnymi tego projektu. Będziemy organizować publiczne zbiórki, zarówno w Polsce, jak i we Francji, żeby dofinansować budowę. Wierzę, że Duch Tomka czuwa nad nami i także uniesie to przedsięwzięcie, doprowadzając je do końca.

Jordan - Kontaktował się ktoś z Tobą w sprawie filmu? To jest naprawdę wyjątkowa historia. Film „Najlepszy” jest rewelacyjny, a to bardzo podobna historia.

Ania - Nie wyobrażam sobie, żeby nie powstał film dokumentalny i fabularny. W grę wchodzi dokument i film fabularny kinowy. Mam w sobie wizję. Wydaje mi się, że dokument to za mało. Historia Tomka jest tak inspirująca i uniwersalna, że porywa ludzi na całym świecie. Po prostu film powinien powstać! Nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej!


Dziękujemy za rozmowę i czekamy na film!

Źródło zdjęć: prywatne archiwum

25 lutego 2020 | Jordan Pils i Michał Piwowarski | Powrót do spisu wiadomości